iswinoujscie.pl • Czwartek [12.03.2026, 21:04:41] • Polska

Niż demograficzny uderza w przedszkola. W wielu gminach zaczyna brakować nie miejsc, ale dzieci

Niż demograficzny uderza w przedszkola. W wielu gminach zaczyna brakować nie miejsc, ale dzieci

fot. Organizator

Liczba dzieci w przedszkolach spada i co wpływa wprost na sieć placówek w całej Polsce. W roku szkolnym 2024/2025 do placówek wychowania przedszkolnego uczęszczało 1,45 mln dzieci, czyli o 4% mniej niż rok wcześniej, wynika z danych GUS. W wielu miastach oznacza to najpierw zamykanie oddziałów, łączenie grup, reorganizacje, ale także coraz większą rywalizację w trakcie rekrutacji. W naturalny sposób wprowadza to napięcie między placówkami samorządowymi i niesamorządowymi: w przestrzeni publicznej pojawiają się głosy, że w kryzysie demograficznym część placówek powinna się zamknąć. To uproszczenie, które pomija perspektywę widzianą oczami rodziców przedszkolaków.

Spadek liczby dzieci nie jest wyłącznie lokalnym problemem małych miast, ale trendem obserwowanym od ponad 5 lat w całej Polsce. To oznacza konieczność zaplanowania jak rozsądnie wykorzystać istniejącą infrastrukturę, jak utrzymać zatrudnienie, by nie obniżać poziomu wsparcia specjalistów i jak zadbać o to, by w centrum zmian nie zapomnieć o dzieciach. W praktyce przedszkole to nie tylko „miejsce opieki”, ale pierwszy etap edukacji, który wpływa na rozwój społeczny, emocjonalny, i przygotowanie do dalszych etapów nauki. W sytuacji, gdy system się zmienia, rośnie znaczenie jakości.

Niż demograficzny najmocniej widać w przedszkolach, ponieważ to pierwszy etap edukacji, który bezpośrednio reaguje na spadek liczby urodzeń. W wielu gminach zaczyna brakować nie miejsc, ale dzieci. To sytuacja odwrotna niż jeszcze kilka - kilkanaście lat temu, gdy miejsc było miej niż dzieci, a rodzice w wielu dużych miastach walczyli o podczas rekrutacji. Wtedy ogromną rolę odegrały placówki niesamorządowe, które pojawiły się w odpowiedzi na realne potrzeby rodzin i uzupełniły system wychowania przedszkolnego tam, gdzie samorządy nie były w stanie szybko zapewnić wystarczającej liczby miejsc – mówi Piotr Jastrzębski, ekspert ds. dotacji oświatowych i prezes Ośrodka Perspektyw Edukacji Niepublicznej.

Dwa filary systemu i prawo rodziców do wyboru

Wychowanie przedszkolne w Polsce opiera się na dwóch filarach: placówkach prowadzonych przez samorządy oraz przedszkolach nie samorządowych (prowadzone są przez osoby fizyczne lub prawne) W uproszczeniu często mówi się o „publicznych i niepublicznych”, ale w praktyce sektor niesamorządowy jest szerszy, bo obejmuje również placówki publiczne. To ważne, bo dyskusja o przedszkolach niesamorządowych nie dotyczy wyłącznie sfery biznesu, ale całego filaru systemu, który przez lata współtworzył dostępność edukacji dla najmłodszych.

Placówki niesamorządowe powstawały w odpowiedzi na potrzeby rodziców. Zakładano je tam, gdzie brakowało miejsc, w miejscach w których czas pracy rodziców nie mieścił się w sztywnych ramach przedszkoli gminnych, gdzie potrzebna była większa elastyczność organizacyjna, albo gdzie rodziny poszukiwały określonego profilu pracy z dziećmi (np. zajęcia rozwijające uzdolnienia, szeroki wachlarz wsparcia specjalistów).

Nie bez znaczenia jest też kontekst prawny. Rodzic ma zagwarantowane prawo do wychowania i kształcenia dziecka zgodnie z własnymi przekonaniami, a możliwość wyboru formy edukacji publicznej lub niepublicznej jest uwarunkowana konstytucyjnie. W praktyce oznacza to, że system powinien zapewniać warunki do stabilnego współistnienia obu filarów, a nie tworzyć atmosferę, w której część placówek jest traktowana jak zbędna konkurencja.

Co wyróżnia przedszkola niesamorządowe w codziennej pracy

Wszystkie przedszkola realizują tę samą podstawę programową. W placówkach niesamorządowych widać większą elastyczność organizacyjną: szybsze reagowanie na potrzeby rodzin, dostosowywanie oferty do aktualnych potrzeb rozwojowych dzieci, większą gotowość do zapewnienia wsparcia specjalistycznego. Dla rodziców to często argument kluczowy, bo przedszkole nie jest usługą jednorazową, tylko decyzją podejmowaną na kilka lat.

W wielu miejscowościach to placówki nie samorządowe mają wyrobioną solidną markę i stanowią przedszkola pierwszego wyboru. Najlepiej odpowiadają na potrzeby lokalnej społeczności. To szczególnie istotne w kontekście dzieci wymagających wsparcia, a takich jest z roku na rok coraz więcej. Dostępność specjalistów i dbanie o wszechstronny rozwój dziecka są dla wielu rodzin równie ważne jak lokalizacja przedszkola.

Warto pamiętać, że przedszkola niesamorządowe realizują tę samą podstawę programową. Różnica polega na większej elastyczności organizacyjnej, bo oświata niepubliczna szybciej diagnozuje potrzeby rodzin. Dlatego nie można mówić o tym, że sektor niesamorządowy jest dodatkiem do systemu, a kiedy wkracza niż demografczny, można go usunąć z systemu. Dzięki przedszkolom niepublicznym gminy nie inwestują w infrastrukturę, to nie obciąża ich budżetu. Zgodnie z prawem, na każdego ucznia w przedszkolu nie samorządowym należna jest dotacja, obliczona jako bieżący koszt utrzymania dziecka w danej gminie – tłumaczy Piotr Jastrzębski.

Niż demograficzny to nie powód do „wojny” między placówkami

Spadek liczby dzieci jest wyzwaniem organizacyjnym, ale i finansowym, jednak nie powinien prowadzić do wojny między oświatą samorządową i niesamorządową. W debacie publicznej widać narrację, że skoro w samorządowych placówkach są wolne miejsca, to sektor niesamorządowy powinien zostać ograniczony, a rodzice powinni preferować przedszkola publiczne. Taka logika ignoruje dwa fakty. Po pierwsze, rodzice wybierają przedszkole niepubliczne nie dlatego, że uciekają od tego co oferuje samorząd, tylko dlatego, że szukają najlepszych warunków dla rozwoju dziecka i mają do tego pełne prawo. Po drugie to współistnienie obu filarów przez lata poprawiało dostępność miejsc i podnosiło jakość oferty edukacyjnej. Konkurencja z definicji podnosi jakość.

Jeśli w systemie edukacji jest coraz mniej dzieci, to tym bardziej warto myśleć o jakości, a nie o pozbywaniu się części placówek, poprzez pomysły władz samorządowych zmierzające do ograniczenia dotowania oświaty niepublicznej. Do tej pory samorządy polaryzują swoich mieszkańców takimi hasłami, że muszą coraz więcej dokładać do edukacji przedszkolnej w postaci dotacji. Tylko to nie jest prawda, bo skoro spada liczba dzieci, to globalne wydatki na wychowanie przedszkolne również maleją. Natomiast wzrost kwot dotacji w przeliczeniu na jednego ucznia w ostatnich kilku latach wynikał przede wszystkim ze skokowego wzrostu płac w gospodarce.

Obserwujemy napięcia między placówkami samorządowymi a niesamorządowymi i widać to szczególnie wtedy, gdy pojawiają się problemy demograficzne. Zamiast budować narrację o rywalizacji, powinniśmy mówić o współistnieniu. Edukacja przedszkolna działa najlepiej wtedy, gdy oba filary systemu wzajemnie się uzupełniają. Dla rodziców najważniejsze jest to, aby dziecko miało stabilne miejsce i dobre warunki rozwoju – podkreśla Piotr Jastrzębski, ekspert ds. dotacji oświatowych i prezes Ośrodka Perspektyw Edukacji Niepublicznej.

Nowa rzeczywistość

Niż demograficzny nie jest zjawiskiem jednosezonowym. To proces, który będzie wpływał na nie tylko na edukację, ale także na inne sfery życia. Krótkowzroczne decyzje polityków będą miały konsekwencje w przyszłości. Dlatego należy podejść do edukacji poprzez planowanie w oparciu o dane, a nie emocje, tworzenia mechanizmów współpracy między samorządami i sektorem niesamorządowym oraz budowania stabilności dla rodziców, którzy wybierają przedszkole na cały okres edukacji, trwający 4 lata.

W centrum tej zmiany powinno stać dziecko: jego rozwój, poczucie bezpieczeństwa, dostępność specjalistycznego wsparcia i jakość codziennej pracy dydaktyczno-wychowawcznej. W praktyce wyzwaniem nie jest sama liczba miejsc, ale to, czy system potrafi utrzymać różnorodną ofertę i odpowiadać na potrzeby rodzin w różnych częściach kraju, zarówno w metropoliach, jak i w małych miejscowościach.

Liliana Chudy
Junior Account Executive

Źródło: https://iswinoujscie.pl/artykuly/88035/