Port jachtowy zimą wygląda, jakby był na przerwie. Woda nie faluje, tylko trwa przykryta lodem, w którym odbijają się światła nabrzeża. Metalowe pomosty milczą, a maszty nie dzwonią wiatrem.
Nad tym wszystkim wisi księżyc. Jasny, pewny siebie, jak latarnia, która nie musi już nikogo prowadzić. Światła miasta odbijają się w lodzie, tworząc obraz, który bardziej się ogląda, niż opisuje.
Tu nie ma ruchu. Jest spokój. Port nie pracuje, ale żyje po swojemu, zimowym rytmem. Jakby Świnoujście na chwilę przestało być miastem w drodze, a stało się miejscem do bycia.
To nie jest widok, który krzyczy. To widok, który zostaje w głowie jeszcze długo po tym, jak zniknie za rogiem nabrzeża.

