Trasa licząca 41 kilometrów prowadziła przez granicę na wyspie Uznam i dalej przez niemieckie miejscowości – Kamminke, Garz, Korswand, Bansin, Heringsdorf i Ahlbeck - by wrócić do Świnoujścia. Start tradycyjnie odbył się przy Sanktuarium Chrystusa Króla, po wieczornej Mszy Świętej.
Na starcie nie było jednak tłumów. W drogę wyruszyło dokładnie osiem osób. Niewielka grupa szła nocą, w ciszy, przy ograniczonej widoczności, mierząc się z dystansem i warunkami, które dla wielu mogą być barierą nie do przejścia.
Frekwencja może zaskakiwać, zwłaszcza że Ekstremalna Droga Krzyżowa od lat przyciąga uczestników w całej Polsce. W Świnoujściu również nie brakuje osób deklarujących wiarę i uczestniczących w życiu Kościoła. Tym bardziej uderza kontrast między deklaracjami a gotowością do podjęcia takiego wysiłku.
41 kilometrów nocą to nie jest symboliczny spacer. To realne wyzwanie wymagające przygotowania, determinacji i poświęcenia. W tym przypadku - jak pokazuje frekwencja - chętnych było niewielu.
Zupełnie inaczej zapowiada się tradycyjna, miejska Droga Krzyżowa, która odbędzie się tuż przed Wielkanocą. Ta co roku gromadzi wielu mieszkańców i przechodzi ulicami miasta, z krzyżem niesionym przez uczestników i kolejnymi stacjami przygotowanymi w przestrzeni miejskiej.
Jak się nieoficjalnie dowiadujemy, tegoroczna edycja ma mieć wyjątkową oprawę i być bardziej widowiskowa niż dotychczas. Organizatorzy szczegóły trzymają jeszcze w tajemnicy, ale jedno jest pewne - tutaj frekwencja nie powinna zawieść.














Przecież to jest ponad siły normalnych ludzi. Całe szczęście, że katolicy kierowali się rozumem. Nie wiem, kto miał taki pomysł, ale samych księży i zakonnic w Świnoujściu jest więcej. Czyli dla kogo to było organizowane?
Czego się spodziewacie od tych inteligentnych INACZEJ.. BRAK LOGICZNEGO MYŚLENIAH8
Czemu jacys fanatycy ksiazek fantasy moga blokowac ruch na ulicach miasta? Niech sobie chodza w kolo kosciola albo w parku lub na plazy.