Polska znajduje się w punkcie zwrotnym, w którym trzeba odpowiedzieć sobie na fundamentalne pytanie: czy chcemy stawiać na najtańsze, najbardziej dostępne i najszybsze do uruchomienia źródło energii, jakim jest wiatr na lądzie. Według KPEiK to właśnie projekty wiatrowe na lądzie dostarczą Polsce 34,6 GW mocy, które w 2040 r. mogą odpowiadać za blisko jedną trzecią krajowej produkcji energii elektrycznej. To inwestycje warte 214 mld zł – ogromny impuls rozwojowy, którego nie można zmarnować. Rozwój energetyki wiatrowej musi stać się projektem ogólnokrajowym, łączącym regiony, branże, instytucje i sektor publiczny. Stawką jest przyszła konkurencyjność polskiej gospodarki, bezpieczeństwo energetyczne i niezależność od importowanych paliw. Odblokowanie onshore to dziś nie opcja, lecz konieczność, jeśli chcemy, by Polska weszła na ścieżkę nowoczesnego, zielonego wzrostu.
- Energetyka wiatrowa (…) stała się jednym z ważniejszych źródeł rozwoju gospodarczego, technologicznego i regionalnego. Jest również jednym z filarów nowego myślenia o bezpieczeństwie energetycznym Polski. Nie są to deklaracje, a już fakty. W powstających farmach wiatrowych polski udział sięga poziomów, którymi mogą pochwalić się tylko najbardziej dojrzałe rynki europejskie. To namacalna przewaga - nowe miejsca pracy, kompetencje, które zostają w kraju i wzmacniają gospodarkę na latach. To wielki, wieloletni impuls inwestycyjny, który nie tylko zapewnia czystą energię, ale też buduje przemysł przyszłości. I co najważniejsze, ten przemysł rozwijamy i będziemy rozwijać w Polsce - powiedział Konrad Wojnarowski, Podsekretarz Stanu w Ministerstwie Energii, otwierając XXI Forum Energetyki Wiatrowej.
- Polska może rozwijać energetykę wiatrową dynamicznie, mamy inwestorów, technologie i zasoby. Brakuje jedynie sprawnych i przewidywalnych procedur. A lądowa energetyka wiatrowa to nie tylko megawaty i procenty w miksie energetycznym, lecz realna podstawa bezpieczeństwa energetycznego, niższe koszty energii dla przemysłu, większa odporność gospodarki oraz tysiące miejsc pracy. To decyzja między skokiem cywilizacyjnym a hamulcem ręcznym zaciągniętym na przyszłości kraju - powiedział Janusz Gajowiecki, prezes Polskiego Stowarzyszenia Energetyki Wiatrowej.
Dziś jednak niecały 1 % powierzchni kraju jest dostępny pod inwestycje wiatrowe, bo blokują je ograniczenia administracyjne i planistyczne. Elementami, które w sposób kluczowy ograniczają potencjał elektrowni wiatrowych są ograniczenia środowiskowe przez wprowadzanie licznych buforów oraz ograniczenia wojskowych stref powietrznych. Dodatkowe przeszkody to brak możliwości realizacji inwestycji na podstawie zintegrowanego planu inwestycyjnego (ZPI), przepisy dotyczące ochrony krajobrazu i zabytków, a także ogromne kolejki wniosków o przyłączenie nowych farm do sieci. W efekcie proces inwestycyjny wydłuża się na lata, a zielona transformacja polskiej energetyki po raz kolejny zostaje odsunięta w czasie. To nie są bariery technologiczne. To elementy prawa, które można zmienić decyzjami politycznymi, jeśli chcemy realnego przyspieszenia i przewidywalności procesu inwestycyjnego.
















Czemu ktoś nadal bezczelnie kłamie, że koszt energii z wiatraków jest najtańszym, gdy wcale tak nie jest! On może być tylko tani wtedy, kiedy narzucimy na inne źródła energii wszelkie inne kontrybucje i haracze, by taką bezczelną unijną manipulacją pokazać w tabelce, że ten haracz jest tani. A wszystko po to, by złodziejskie i bandyckie Niemcy (do tej pory nie wypłacają nam reparacji za wojnę), mogły sprzedać swój złom wiatrakowy, którego nikt normalny by nie kupił. Ilu jeszcze wariatów namówią do tego interesu?!
Czas się POśpieszyć, niemieckie źródła odnawialne zdemontowane na Morzu Północnym i w Bawarii leżą, rdzewieją i czekają na montaż w Polsce. Nie chcą ich utylizować ale zarobić na idiotach, którzy są skłonni ten szmelc kupić.
Niemcy się niepokoją, że nie będzie komu sprzedać swoich złomów.